- Była najwspanialszą waderą jaką spotkałem.- Powiedziałem i odwróciłem się szukając czegoś za posłaniem.
- Była piękna... Przy niej zapominałem o wszystkich troskach. Jako jedyna wierzyła że nie jestem kimś kto jest zdolny zrobić komuś krzywdę. Dzięki niej nie zwariowałem doszczętnie.- Powiedziałem spoglądając na Midnight.
<Mid?>
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Od Sparta - CDN
- Na bombę! - krzyknąłem wskakując do stawku. Wernny,Zielonek i kilka innych również wskoczyło. Zaczęliśmy sobie biegać po dnie stawku i dopiero po 15 minutach się wynurzyliśmy. Zaczęliśmy się śmiać.
- Spartakus obiaaaad! - wtedy mina mi zrzedła. Nie byłem głodny.
- Nie idziesz? - spytał Wernny.
- Nie - przyznałem - Robimy zawody kto wyżej i dalej skoczy do stawku? - usadowiłem się na kamieniu.
- Pewka! - wszyscy moi żabi przyjaciele ustawili się za mną do kolejki. Chodź byłem skoczny zawsze któraś z żab wygrywała. To przecież oni byli mistrzami ale to było jasne. Wtedy znów usłyszałem wołanie mamy. Znowu nie posłuchałem i zanurzyłem się w stawku. Wtedy do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Szybko się zanurzyłem i łapą zaprosiłem kumpli do wody. Gdy byliśmy pod nią zaśmiałem się cicho. Już wiedzieli co chcę zrobić. Wołanie mamy powtórzyło się lecz gdy nie odpowiadałem zaniepokojona ruszyła nad stawek wtedy wynurzyłem się i z całą moją siłą wciągnąłem ją do basenu. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać tylko mamie nie było do śmiechu. Wynurzyła się i otrzepała.
- Do domu! Masz zakaz wychodzenia na dwór do odwołania!
- Ale mamo... - jęknąłem błagalnie.
- Nie dyskutuj - z nosem na kwintę ruszyłem do domu. Następnego dnia winy wślizgnął się przez szparę w jaskini do naszego domu. Ja siedziałem u siebie w ,,pokoju'' naburmuszony na posłaniu.
- Cześć - szepnął by nie wzbudzić podejrzenia mamy.
- Cześć - powiedziałem zdziwiony - Co tu robisz?
- Wyjdziesz na dwór?
- Wiesz przecież,że nie mogę.
- To się okaże - uśmiechnął się chytrze i zniknął w szparze. Po chwili usłyszałem jak mama piszczy. Z jej krzyków zrozumiałem,że uderzył ją w łapę kamień. Wyszedłem z pokoju i zobaczyłem co robi. Matka się wychyliła i wtedy znów coś ją uderzyło. Zła wybiegła z jaskini. Ja korzystając z sytuacji wyskoczyłem wesoło z groty i szybko wleciałem w krzaki. Plan się udał.
CDN
- Spartakus obiaaaad! - wtedy mina mi zrzedła. Nie byłem głodny.
- Nie idziesz? - spytał Wernny.
- Nie - przyznałem - Robimy zawody kto wyżej i dalej skoczy do stawku? - usadowiłem się na kamieniu.
- Pewka! - wszyscy moi żabi przyjaciele ustawili się za mną do kolejki. Chodź byłem skoczny zawsze któraś z żab wygrywała. To przecież oni byli mistrzami ale to było jasne. Wtedy znów usłyszałem wołanie mamy. Znowu nie posłuchałem i zanurzyłem się w stawku. Wtedy do głowy przyszedł mi pewien pomysł. Szybko się zanurzyłem i łapą zaprosiłem kumpli do wody. Gdy byliśmy pod nią zaśmiałem się cicho. Już wiedzieli co chcę zrobić. Wołanie mamy powtórzyło się lecz gdy nie odpowiadałem zaniepokojona ruszyła nad stawek wtedy wynurzyłem się i z całą moją siłą wciągnąłem ją do basenu. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać tylko mamie nie było do śmiechu. Wynurzyła się i otrzepała.
- Do domu! Masz zakaz wychodzenia na dwór do odwołania!
- Ale mamo... - jęknąłem błagalnie.
- Nie dyskutuj - z nosem na kwintę ruszyłem do domu. Następnego dnia winy wślizgnął się przez szparę w jaskini do naszego domu. Ja siedziałem u siebie w ,,pokoju'' naburmuszony na posłaniu.
- Cześć - szepnął by nie wzbudzić podejrzenia mamy.
- Cześć - powiedziałem zdziwiony - Co tu robisz?
- Wyjdziesz na dwór?
- Wiesz przecież,że nie mogę.
- To się okaże - uśmiechnął się chytrze i zniknął w szparze. Po chwili usłyszałem jak mama piszczy. Z jej krzyków zrozumiałem,że uderzył ją w łapę kamień. Wyszedłem z pokoju i zobaczyłem co robi. Matka się wychyliła i wtedy znów coś ją uderzyło. Zła wybiegła z jaskini. Ja korzystając z sytuacji wyskoczyłem wesoło z groty i szybko wleciałem w krzaki. Plan się udał.
CDN
Od Midnight C.D. Kazan
-Nie nie uważamy-powiedzieli wszyscy, jednak ja była zamyślona i nie słyszałam jego pytania.
-Mid?-zapytał ojciec nie słysząc odpowiedzi na moje pytanie. Ja dopiero ocknęłam się i zobaczyłam, że wszyscy na mnie patrzą.
-Przepraszam nie słyszałam co mówiłeś-powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Pytałem czy nie uważacie mnie za złego ojca.
-Nie, jesteś dobry-uśmiechnęłam się lekko.
-Wszystko dobrze?-szepnęła Sun.
-Tak, jasne-odpowiedziałam.
-Tato?-wstałam.
-Moglibyśmy porozmawiać na osobności?-zapytała podchodząc do niego.
-Tak, zostawcie mnie proszę sami z Mid dobrze?-w odpowiedzi pokiwali głowami i wyszli.
-No więc o czym chciałaś porozmawiać?
-Mógłbyś mi opowiedzieć coś więcej o mojej matce?
Kazan?
-Mid?-zapytał ojciec nie słysząc odpowiedzi na moje pytanie. Ja dopiero ocknęłam się i zobaczyłam, że wszyscy na mnie patrzą.
-Przepraszam nie słyszałam co mówiłeś-powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Pytałem czy nie uważacie mnie za złego ojca.
-Nie, jesteś dobry-uśmiechnęłam się lekko.
-Wszystko dobrze?-szepnęła Sun.
-Tak, jasne-odpowiedziałam.
-Tato?-wstałam.
-Moglibyśmy porozmawiać na osobności?-zapytała podchodząc do niego.
-Tak, zostawcie mnie proszę sami z Mid dobrze?-w odpowiedzi pokiwali głowami i wyszli.
-No więc o czym chciałaś porozmawiać?
-Mógłbyś mi opowiedzieć coś więcej o mojej matce?
Kazan?
Od Kazana CD-CDN
Rano wstałem jeszcze przed wschodem słońca. Tutaj czułem że na prawdę żyję. Nie musiałem się martwić Nymerią ani Makoto ani nikim innym. Tylko ja i Eileen, i ludzkie problemy. Żadnych obowiązków Alphy. Przejrzałem sakiewkę. Kiedyś gospodarstwo Grayów było największe w wiosce a dzisiaj to tylko chata. Postanowiłem iść na targ i kupić parę zwierząt. Kiedy tylko wszyscy się obudzili wyruszyłem wraz z Jayson'em do miasta. Szybko tam dotarliśmy i udaliśmy się na targ. Oglądaliśmy wiele ciekawych rzeczy jednak nas głównie interesował żywy inwentarz.
CDN
CDN
Viridie

Pseudonim: Viri, czasem mówią na nią Strażniczka Gaju
Człowiek : Sira Reater - tak przedstawiła się przy pierwszym spotkaniu z człowiekiem.
Wiek: 4 lata 3 miesiące.
Płeć: wadera.
Głos: Joanna Jeżewska
Stanowisko: Uzdrowiciel, Strażnik, pilnuje głównie lasu.
Charakter: Viride jest raczej cichą waderą trzymającą się na uboczu. Uwielbia naturę, w lesie spędza każdą wolną chwilę. Tam, wśród innych zwierząt. Poza lasem raczej uległa, nie chce zwracać na siebie uwagi. Za to w lesie za nic nie odpuści. Nie można powiedzieć, że lubi samotność, aczkolwiek taki stan jej nie przeszkadza. Uwielbia wodę. Czasem może się rozszaleć, lubi delikatne zabawy w berka, czy ochlapywanie wodą. Raczej miła, stara się pomagać. Nie oczekuje od innych szacunku, jest bezinteresowna. Ze względu na swoją uległość i strach przed bójką, czasem jest pomiatana przez innych. Jako że jest Strażniczką Gaju, może się nieźle pogniewać na kogoś, kto bezcześci to miejsce. Czasem ma chwilę, w której chce się zrelaksować i ochłonąć, wówczas potrzebuje ciszy i spokoju. Warto również zaznaczyć, że Viride zna się na różnych ziołach i zna WSPANIAŁE, ukryte miejsca w lesie, gdzie jest naprawdę pięknie.
Żywioł: Natura, Życie, Umysł
Moce: Rozmawianie że zwierzętami każdego gatunku
Ożywienie drzew i dawanie im zrozumiałych rozkazów
Podczas niespodziewanego ataku bądź dotyku, wadera "rozpływa” się i przemieszczenia w inne, pobliskie miejsce. Może również użyć tej umiejętności w dowolnym czasie.
Puszczanie niezwykle mocnych pnącz.
Uzdrawianie i leczenie ran za pomocą dotyku.
Gniew Strażniczki Gaju
Dookoła celu latają dziwne duszki, które co jakiś czas żądają ból fizyczny jak i zarówno psychiczny. Po pewnym czasie duszki łączą się przeszywając przeciwnika wielkim bólem. Na koniec mogą wystraszyć przeciwnika, co sprawi, że zacznie uciekać, bądź zwyczajnie go ogłuszyć.
Umiejętność: Giętkość ciała, szybkość i wysokie skoki - Zwinność.
Rodzina: Matka - Sarina.
Ojciec - nieznany, odszedł od matki.
Siostra - Erina
Brat - Uker
Zmarli bracia - Sunter i Oter
Zakochana w : -
Partner : -
Ex : -
Potomstwo : Brak.
Aparycja :
Jako Wilk
Delikatnej i drobnej budowy wilczyca. Ma biały pyszczek i brzuch. Grzbiet zielony, na głowie stojąca „grzywa”. Na prawej i lewej, przedniej łopatce wyrasta kończyna i zajęczy szczaw. Ogon bardzo długi, na początku intensywnie zielony, a na końcu morski. Oczy zielone, koniec uszu zaokrąglony.
Jako Człowiek
Wysoka i dość szczupła, zielone oczy, włosy jasno brązowe ze zbliżeniem na blond, długie. Twarz naturalna, nie skazana makijażem. Nogi długie i zgrabne, po przemianie zakryte białą, świetlistą sukienką. Wyraz twarzy zazwyczaj spokojny, lekko podniesione kąciki ust. Widoczne wcięcie w talii. Zazwyczaj nosi wianek na głowie, dzięki czemu łatwo ją rozpoznać.
Historia : Urodziłam się w Watasze Złocistego Liścia. Po moich narodzinach, na watahę najechali wrogowie.
Jako, że ojciec nas opuścił, mama schowała mnie i rodzeństwo w jaskini na zboczu góry. Jaskinia była oddalona i ukryta, dzięki czemu nie musieliśmy się martwić. Tam w ukryciu, wychowywani przez matkę żyliśmy dwa lata. Wojna nie ustała. A to nasza Wataha prowadziła kampanię wojenną, a to wrogowie zorganizowali najazd. I stało się. „Nasi” odwiedzili dom. Zabierają Ukera, Suntera i Otera do wojska. Mówiłyśmy, że są za młodzi. Nie. „Tylko wracajcie szybko” - ostatnie słowa przed wyjściem braci. Od tamtej pory żyłam w lesie, z dala od innych. Tam poznałam mędrca, od którego potajemnie brałam lekcje. Pewnego dnia doszły nas słuchy, że kampania wojenna poprowadzona przez niejakiego „Hento” zrównała wrogów z ziemią. Ja, mama i siostra popędziłyśmy do moich braci. Przeżył tylko Uker. Płakałam za nim długo czas, aż w końcu po tym, jak mama wyprowadziła się z siostrą „gdzieś indziej” wyruszyła na wschód, by zapomnieć o przeszłości. Ostatecznie trafiłam tu.
Ciekawostki: Viride jest Strażniczką Gaju. Rośliny wyywane z jej łopatek są lecznicze, a po wyrwaniu na nowo wyrastają. Większość czasu spędza jako Wilk.
Towarzysz: Eriv
KW: 100
Inne Zdjęcia : -
Ludzkie Zdjęcie: 1
Sterujący : Na Howrse : Orzełek
Qwerty
Imię: Qwerty
Pseudonim: Po prostu Qwerty.
Człowiek: Rzadko korzysta z umiejętności przemieniania w człowieka.
Wiek: 5 lat.
Płeć: Wadera
Głos: I Am The Fire
Stanowisko: Wojownik, Łowca.
Charakter: Jej charakter bardzo trudno opisać, ponieważ co chwilę sie zmienia jednak przeważa w niej samotnik i trzyma się głownie z najbliższym gronem. Czasem bywa towarzyska i chętnie przebywa z przyjaciółmi śmiejąc się i wygłupiając. Jednak często woli też siedzieć sama zapomnieć o całym świecie. Bywa nieśmiała w stosunku do obcych, ale jeśli już kogoś lepiej pozna to jest śmielsza. Mimo nieśmiałości jest odważna i lubi rzucić jakimś tekstem. Zawsze stanie w obronie bliskich.
Żywioł: Mrok, Światło, Czas.
Moce: Wszystkie związane z żywiołami.
Umiejętności: Jest wyjątkowo szybka i zwinna. Potrafi dobrze się wspinać.
Rodzina:
- Amy-kochająca matka powstrzymywana przez swego ojca.
- Danger-kochający ojciec, wychowywał ją przez sporą część życia.
- Katlyn, Vera-siostry, których nie pamięta/nie znają prawdy.
- Jack-brat, którego również nie pamięta/nie zna prawdy.
Zakochana w: Hmm... Coś w tym jest...
Partner: Brak.
Ex: Było ich trochę, ale nic poważnego.
Potomstwo: Brak...
Aparycja: Wysoka biało-czerwona wilczyca z odcieniem brązu na plecach i ogonie. Posiada karmelowe oczy.
Historia: Był sobie kiedyś pewien wilk miał na imię Danger. Nie był zbyt towarzyski, zawsze podróżował własnymi ścieżkami i nigdy nie interesował się żadnym innym wilkiem. Pewnego dnia zmieniło się, jednak jego spojrzenie na świat, spotkał Amy. Spacerował lasem oglądając się na około, gdy nagle ni z tąd ni z owąt wyskoczył na niego szaro-biały wilk.-He...j-wstał oburzony, jednak spojrzawszy na, jak się później okazało NIĄ szybko mu przeszło.-Przepraszam, nie widziałam cię-przeprosiła.-Nie to moja wina jestem Danger.-Ja Amy-wtedy zaczęła się wielka przyjaźń między samotnym wilkiem, a towarzyską wilczycą, a może nawet coś więcej? Amy pochodziła z bardzo silnej watahy i miała bardzo obszerną rodzinę, dlatego mogła często wymykać się i wracać niezauważona. Pewnego razu jednak, zauważono jej nieobecność i zaczęto jej szukać. Tymczasem para miło spędzała czas.-Danger, muszę ci coś powiedzieć...-zaczęła wadera, jednak po chwili usłyszała kroki i zza drzew wyszło trzech wilków z czego jeden był jej ojcem czyli alphą watahy. Ten obcy na pewno użył na niej eliksiru miłosnego pozbądźcie się go!-rozkazał starszy wilk. Dwóch basiorów rzuciło się w stronę Danger'a jednak, Amy zastawiła go własnym ciałem, a wilki zatrzymały się na chwilę. Danger'owi bez problemu udało się zgubić goniących. Zakochani nie widzieli się ponad 2 miesiące, a w między czasie Amy została wydana za syna Beth. Po pewnym czasie w watasze urodziła się czwórka szczeniąt. Stary alpha widząc szczenięta nie widział różnicy między nimi, a matką, no z wyjątkiem jednego... tu pojawiam się ja. Nie podobało się mu "zanieczyszczenie" rodu i postanowił to zataić. Porzucił mnie w lesie! Małe półmiesięczne szczenię! Moja matka protestowała przeciw temu, ale nic nie mogła zrobić. Leżałam w lesie...kilka godzin mijało jak wieczność... Wtedy nagle pojawił się ratunek, Danger. Wilk od razu poznał podobieństwo do ukochanej, a atkże siebie i z radością, a zarazem smutkiem zabrał mnie do swojej nory. Wychowywałam się głównie z ojcem. Matce tylko czasami udawało się wymknąć. Mijał czas, aż w końcu minął rok. Moje rodzeństwo wychowywało się w watasze z myślą, że ich ojcem jest mąż Amy. Ja wciąż mieszkałam z ojcem, jednak szczerze myślałam, aby kiedyś "rozwinąć skrzydła i wylecieć z gniazda". Niestety moje marzenie się spełniło. Niestety? Tak. Była mroźna zima, północ. Nie spałam, leżałam na puszystym śniegu patrząc w gwiazdy, kiedy nagle usłyszałam strzał. -Kłusownicy!-pomyślałam. -Tato!-szepnęłam mu do ucha, budząc go.-Co się dzieje?-zapytał. -Słyszałam strzał i...-nie zdążyłam powiedzieć i już biegliśmy ile sił w nogach. Sprytnie udawało nam się uciekać. Już po chwili... cisza. -Chyba się udało-uśmiechnął się dysząc ojciec. Uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam cieszyłam się, że go mam... i po chwili STRZAŁ. Uniosłam głowę i zobaczyłam Krew!-Tato! Tato, nie zostawiaj mnie! Chciało mi się płakać, wyć i coś nietypowego... zemścić się. Rzuciłam się w kierunku ludzi i powaliłam 3 z nich. Został mi tylko jeden. Ze strzelbą. Skoczyłam w jego kierunku i usłyszałam już sama nie wiem który strzał, jednak nie powstrzymał mnie od dokończenia dzieła. Po wszystkim zabrałam z tam tąd ojca. -Tat...-nie wydusiłam nic więcej, strzał uszkodził mi gardło.-Nie mów nic pamiętaj zawsze was wszystkich kochałem i wiedz, że to co zyskasz po drugich urodzinach będzie czymś dobrym-uśmiechnął się po raz ostatni i odszedł... Po wszystkim uciekłam i po kilku innych przygodach wstąpiłam do watahy...
Ciekawostki:
- Posiada obrożę z dopiętą torbą w której ma pamiątki po rodzicach.
- Miewa problemy z wymową, przez dawną raną na szyi.
Towarzysz: Brak.
KW: 100
Ludzkie zdjęcie: -
Sterujący: MidnigthShadow
Od Nymerii C.D. Makoto
Przerażona, obserwowałam kolejne wydarzenia. Drugie stworzenie zostało ranne, ale nie na tyle, by nie być zdolnym do walki, w przeciwieństwie do swego poprzednika. Kudłacz uratował mi życie, a sam został raniony przez przeciwnika. Leżał na ziemi. Można by uznać go za trupa, jednak donośnie jęki, jakie wydawał, przeczyły temu. Zwierzę zwróciło na mnie uwagę, przygotowując się do szarży. Nie wiedząc, co zrobić, po prostu zaczęłam się cofać, co rusz odskakując. Walczyłam z wieloma przeciwnikami, ale nigdy z czymś takim. Wydawał się gorszy od Olbrzymów, Dzikich i Innych razem wziętych. Zbliżyłam się do linii pierwszych drzew, więc nie pozostało mi nic, poza kolejnym odskoczeniem, tym razem w prawo. Przeciwnik, po raz pierwszy od początku walki, wydawał się zaskoczony. Planując kolejne ruchy, znalazłam się za wrogiem, wkładając w bieg większość swych sił. W miarę sprawnie, udało mi się przemienić w człowieka. Nadal trzymając miecz w lewej dłoni, zaczęłam powoli poruszać nadgarstkiem, chcąc stworzyć prowizoryczną iluzję obrony. Zwierzę, z każdą chwilą stające się coraz bardziej wściekłe, obróciło się, patrząc na mnie. Zapomniało o leżącym na ziemi niedoszłym spiskowcu. Zwierzę rzuciło się w moją stronę.
Strach tnie głębiej niż miecze.
Odskoczyłam na lewo, ledwo zdążając. Chwyciłam trzon Igły lewą ręką, zaś głowicę prawą i sama zaatakowałam. Cięłam grzbiet zwierzęcia, nie mając odwagi wbić ostrza w ciało przeciwnika. Patrząc na jego wzrost i masę, zapewne utknęłoby tam. Wróg, odwrócił się i znowu zaszarżował. Tym razem nie uskoczyłam w porę, przez co jednym ze swych potężnych rogów, ranił mnie w nogę. Zawyłam, uderzając plecami o twardą ziemię. Kolejna fala bólu zalała moje ciało. Mimo to, podniosłam się ostatkami sił. Nie mogłam zginąć, zanim nie zginą moi wrogowie. Cofałam się bardzo powoli, kulejąc i unosząc ostrze na wysokość nosa. Miecz poprzecznie przecinał powietrze. Starałam się obserwować przeciwnika, jednak mimowolnie patrzyłam też na kudłacza. Leżał na ziemi, zwijając się z bólu. On też musi przeżyć, jest mi potrzebny.
Utykając, doskoczyłam do przeciwnika. Niezgrabnym ruchem przecięłam mu czoło, a zaraz po tym padłam na jedno kolano, gdy zraniona noga odmówiła współpracy. Zwierzę odskoczyło, gdy krew napłynęła mu do ślepi. Resztką sił, poniosłam się z klęczek i, tracąc wszelkie nadzieje, wbiłam sztych miecza w jedno z jego oczu. Zawył. Ostrym szarpnięciem wyrwałam ostrze i wbiłam je w drugie oko. Zawył jeszcze głośniej, zaczynając wierzgać.
Strach tnie głębiej niż miecze.
Wyrwałam Igłę i wbiłam ją w czaszkę stworzenia. Ostrze gładko przeszło przez skórę, mięśnie, aż przebiło kość.Wył, drżał, ranił mnie rogami, a potem padł martwy, tak jak jego towarzysz. Jakimś cudem, udało mi się wyjąć miecz. Po tym sama padłam na ziemię, częściowo z ran, częściowo ze zmęczenia. Wyplułam krew zmieszaną ze śliną, nie mając sił nawet na przemianę. Podpierając się Igłą, wstałam i, kulejąc, podeszłam do kudłacza. Osunęłam się na ziemię.
- Wstań... - wychrypiałam, wypluwając kolejną krew. - Wstań, wstań, wstań, wstań...
Dotknęłam jego sierści, przeczesałam ją dłonią. Była zlepiona krwią i potem. Nie potrafiłam określić, czy jest przytomny, czy nie. Ale przynajmniej żył.
Strach tnie głębiej niż miecze.
Odskoczyłam na lewo, ledwo zdążając. Chwyciłam trzon Igły lewą ręką, zaś głowicę prawą i sama zaatakowałam. Cięłam grzbiet zwierzęcia, nie mając odwagi wbić ostrza w ciało przeciwnika. Patrząc na jego wzrost i masę, zapewne utknęłoby tam. Wróg, odwrócił się i znowu zaszarżował. Tym razem nie uskoczyłam w porę, przez co jednym ze swych potężnych rogów, ranił mnie w nogę. Zawyłam, uderzając plecami o twardą ziemię. Kolejna fala bólu zalała moje ciało. Mimo to, podniosłam się ostatkami sił. Nie mogłam zginąć, zanim nie zginą moi wrogowie. Cofałam się bardzo powoli, kulejąc i unosząc ostrze na wysokość nosa. Miecz poprzecznie przecinał powietrze. Starałam się obserwować przeciwnika, jednak mimowolnie patrzyłam też na kudłacza. Leżał na ziemi, zwijając się z bólu. On też musi przeżyć, jest mi potrzebny.
Utykając, doskoczyłam do przeciwnika. Niezgrabnym ruchem przecięłam mu czoło, a zaraz po tym padłam na jedno kolano, gdy zraniona noga odmówiła współpracy. Zwierzę odskoczyło, gdy krew napłynęła mu do ślepi. Resztką sił, poniosłam się z klęczek i, tracąc wszelkie nadzieje, wbiłam sztych miecza w jedno z jego oczu. Zawył. Ostrym szarpnięciem wyrwałam ostrze i wbiłam je w drugie oko. Zawył jeszcze głośniej, zaczynając wierzgać.
Strach tnie głębiej niż miecze.
Wyrwałam Igłę i wbiłam ją w czaszkę stworzenia. Ostrze gładko przeszło przez skórę, mięśnie, aż przebiło kość.Wył, drżał, ranił mnie rogami, a potem padł martwy, tak jak jego towarzysz. Jakimś cudem, udało mi się wyjąć miecz. Po tym sama padłam na ziemię, częściowo z ran, częściowo ze zmęczenia. Wyplułam krew zmieszaną ze śliną, nie mając sił nawet na przemianę. Podpierając się Igłą, wstałam i, kulejąc, podeszłam do kudłacza. Osunęłam się na ziemię.
- Wstań... - wychrypiałam, wypluwając kolejną krew. - Wstań, wstań, wstań, wstań...
Dotknęłam jego sierści, przeczesałam ją dłonią. Była zlepiona krwią i potem. Nie potrafiłam określić, czy jest przytomny, czy nie. Ale przynajmniej żył.
<Makoto?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
