- Azzer. - znów delikatnie schyliłem łeb - Nie widziałem Kiiyuko w jaskini. Być może już przyszła, aczkolwiek to nie jest pewne.
- Sprawdźmy. - rzekła żwawo wadera. Skinąłem głową na „tak”, jakbym chciał powiedzieć „dobrze”. Do jaskini nie było wcale daleko.
- Czy wiesz, że rzeczka płynąca obok jaskini Szamanów, jest Wodą Źródlanego Oddechu, ma właściwości lecznicze i nie tylko? - zagadałem.
- Taaak, coś o tym słyszałam, ale nie byłam dokońca pewna, czy to prawda. - odparła. Dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Po chwili przyleciał do mnie Orrit.
- Witaj, przyjacielu. - rzekłem unosząc łeb do góry, gdyż Orrit wirował w powietrzu.
- A kto to? - zapytała Sunrise.
- Orrit. Mój stary przyjaciel.
Orrit utworzył z siebie rękę i podał ją Sunrise. Uścisk dłoni zapięczętował ich znajomość. Po chwili widać było rzeczkę, tą samą, co płynie obok jaskini. Zaraz po tym więcej roślinności. To oznaczało, iż niedaleko jaskinia. Chwilę po tym już byliśmy przed mamą Szamanów, którą śmiało można nazwać ich domem.
<Sunrise?>
niedziela, 21 sierpnia 2016
Promocja dla szamanów
Jako że szaman większości z nas kojarzy się z starym i mądrym wilkiem. Zgodnie z tym mniemaniem postanowiłam dodać specjalną promocję dla szamanów. Trwać ona będzie jedynie przez dwa dni do końca dnia dzisiejszego i jutro. No więc przez te 2 dni szamani będą mieli prawo do darmowej nieśmiertelności. Jako szamani mogą też dołączać starsi niż 30 lat. Jeśli szamani chcą być wzięci pod uwagę podczas promocji proszę podpisać się w komentarzu.
Kazan
Od Amery
Właśnie skończyłam dekorować swoją jaskinię.
-I co o tym myślicie? -zapytałam.
-Jest na prawdę piękna. -odpowiedziała Chicka.
-Eee... no wiesz.... -zaczą Freddy.
-Jaskinia jak jaskinia. -dokończył za niego Springtrap.
-Dzięki Chicka . Wal się Springi, sam byś lepiej je nie udekorował. -powiedziałam.
Nagle usłyszałam szelest w krzakach.
-Schowajcie się. -powiedziałam.
Podeszłam bliżej, a z nich wyszedł jakiś basior.
-Przepraszam, że spytam, ale dobrze się czujesz? -zapytał nieznajomy.
-Tak. -odpowiedziałam.
-Czemu gadałaś sama do siebie?
-Nie gadałam sama do siebie, tylko do moich przyjaciół. A tak w ogóle, to kim ty jesteś? Co!?
Nieznany basiorze? (Kto chętny do odpisu?)
-I co o tym myślicie? -zapytałam.
-Jest na prawdę piękna. -odpowiedziała Chicka.
-Eee... no wiesz.... -zaczą Freddy.
-Jaskinia jak jaskinia. -dokończył za niego Springtrap.
-Dzięki Chicka . Wal się Springi, sam byś lepiej je nie udekorował. -powiedziałam.
Nagle usłyszałam szelest w krzakach.
-Schowajcie się. -powiedziałam.
Podeszłam bliżej, a z nich wyszedł jakiś basior.
-Przepraszam, że spytam, ale dobrze się czujesz? -zapytał nieznajomy.
-Tak. -odpowiedziałam.
-Czemu gadałaś sama do siebie?
-Nie gadałam sama do siebie, tylko do moich przyjaciół. A tak w ogóle, to kim ty jesteś? Co!?
Nieznany basiorze? (Kto chętny do odpisu?)
sobota, 20 sierpnia 2016
Od Nymerii C.D. Makoto
Śmiech, gwałtownie przerywający spokój, doprowadził do tego, iż potknęłam się o Igłę i z głośnym jękiem, upadłam na ziemię. Nasiąknięta wodą gleba, od razu przyległa do mojej sierści, sprawiając, iż jej barwa, z jasnego brązu, zmieniła się w błotnisty. Mimo tych przeciwności, kwicząc z bólu, podniosłam się. Chwyciłam głowicę miecza i, pomagając sobie nim, powolnym krokiem ruszyłam w stronę, z której dobiegał dźwięk. Dotarcie tam okazało się jeszcze trudniejsze. Ziemia, jak na złość, stała się błotem. Broń także nie była pomocna, wbity sztych co rusz przesuwał się do przodu, stając się bezużytecznym. Będąc już wystarczająco brudną, usiadłam w możliwie najsuchszym miejscu i szybko, jak na osobę ranną, zmieniłam formę. Brudnymi palcami dotknęłam płazu Igły, ścierając z niego błoto. Ścisnęłam krawędź materiału koszuli i przetarłam nią ubłocony sztych. W przeciwieństwie do reszty ostrza, nie był tak czysty, a jedynie zmącony czystością i brudem. Nadal dzierżąc Igłę, podniosłam się, tym razem sprawniej, i kontynuowałam swą podróż do źródła dźwięku.
Na miejsce udało mi się dotrzeć, upadając tylko pięć razy, dlatego też tylko kolana i dłonie miałam brudne, ale z tym także się uporałam - dłonie wytarłam o utwardzaną skórę, gdy brud zaschnie - po prostu zdrapię go z mojej zbroi.
Po dotarciu do malutkiej polany, przez chwilę ukrywałam się w zaroślach, by móc nakreślić panującą tam sytuację. Na ziemi leżał rosły mężczyzna, z przeciętym brzuchem i jelitami na zewnątrz, zapewne nie przeciętymi, gdyż w powietrzu dało się wyczuć jedynie woń trupa, którym zajęły się czarne ptaki - kruki. Nad poległym, stał drugi mężczyzna, słabiej zbudowany, dzierżący dwuręczny miecz, którego głownię pokrywała krzepnąca krew, mieszająca się z spływającą ze sztychu. Odwrócony wojownik machnął kilka razy swym orężem, przecinając powietrze. Znowu zaśmiał się. Zacisnęłam dłoń na rękojeści Igły i, starając się nie kuleć, wyszłam z zarośli. Milcząc, stawiając ciche kroki, które dodatkowo tłumił mech, podeszłam do zabójcy.
- Brak ci honoru. - powiedziałam, starając się brzmieć dumnie i stanowczo. Mężczyzna odskoczył, jak gdyby pożerały go języki płomieni, odwracając się.
Kudłacz. Jak mogłeś to zrobić?
Oczy mężczyzny przypominały szkarłatny blask płomieni, które trawiły budowle Winterfell. Jego twarz wyrażała pogardę, na ustach błąkał się dziwny uśmiech. Zaśmiał się, a jego głos ociekał wzgardą.
- Brak ci honoru. - powtórzyłam, obracając w dłoni miecz. W otwartej walce nie miałam szans, musiałabym odpierać ciosy i ich unikać, a szansy na kontratak nie zyskałabym szybko.
Na miejsce udało mi się dotrzeć, upadając tylko pięć razy, dlatego też tylko kolana i dłonie miałam brudne, ale z tym także się uporałam - dłonie wytarłam o utwardzaną skórę, gdy brud zaschnie - po prostu zdrapię go z mojej zbroi.
Po dotarciu do malutkiej polany, przez chwilę ukrywałam się w zaroślach, by móc nakreślić panującą tam sytuację. Na ziemi leżał rosły mężczyzna, z przeciętym brzuchem i jelitami na zewnątrz, zapewne nie przeciętymi, gdyż w powietrzu dało się wyczuć jedynie woń trupa, którym zajęły się czarne ptaki - kruki. Nad poległym, stał drugi mężczyzna, słabiej zbudowany, dzierżący dwuręczny miecz, którego głownię pokrywała krzepnąca krew, mieszająca się z spływającą ze sztychu. Odwrócony wojownik machnął kilka razy swym orężem, przecinając powietrze. Znowu zaśmiał się. Zacisnęłam dłoń na rękojeści Igły i, starając się nie kuleć, wyszłam z zarośli. Milcząc, stawiając ciche kroki, które dodatkowo tłumił mech, podeszłam do zabójcy.
- Brak ci honoru. - powiedziałam, starając się brzmieć dumnie i stanowczo. Mężczyzna odskoczył, jak gdyby pożerały go języki płomieni, odwracając się.
Kudłacz. Jak mogłeś to zrobić?
Oczy mężczyzny przypominały szkarłatny blask płomieni, które trawiły budowle Winterfell. Jego twarz wyrażała pogardę, na ustach błąkał się dziwny uśmiech. Zaśmiał się, a jego głos ociekał wzgardą.
- Brak ci honoru. - powtórzyłam, obracając w dłoni miecz. W otwartej walce nie miałam szans, musiałabym odpierać ciosy i ich unikać, a szansy na kontratak nie zyskałabym szybko.
<Makoto?>
Od Kazana Cd Rosa
Uśmiechnąłem się do wadery.
- Niby mam jednak nic ważnego.- Powiedziałem. Wadera znów obdarzyła mnie uśmiechem.
- Będą źli że nie wypełniasz obowiązków Alphy.- Powiedziała.
- Zależy kto. Xorax na pewno a reszta raczej nie.
- Czemu tylko on?
- Bo on to za mnie zrobi.- Powiedziałem śmiejąc się.
<Rosa?>
- Niby mam jednak nic ważnego.- Powiedziałem. Wadera znów obdarzyła mnie uśmiechem.
- Będą źli że nie wypełniasz obowiązków Alphy.- Powiedziała.
- Zależy kto. Xorax na pewno a reszta raczej nie.
- Czemu tylko on?
- Bo on to za mnie zrobi.- Powiedziałem śmiejąc się.
<Rosa?>
Amera

Pseudonim: Ami, Mangle
Człowiek: Aleksandra Ame
Wiek: 5 lat
Płeć: Wadera
Głos: Angel of Darkness
Stanowisko: Znosząca
Charakter i Historia: Amera woli przezywać siebie Mangle. Ma swoich wymyślonych przyjaciół: Foxi, Freddy, Golden Freddy, Chicka, Bonnie, Sprnigtrap (gold bonnie). Przezywa ich wszystkich animatronikami. Czemu ma wymyślonych przyjaciół? To wiąże się z jej bardzo długą historią, więc opowiem tylko kawałek. Przez jakiś czas w swoim życiu mieszkała w sierocińcu. Tam adoptowała ją kobieta o imieniu Julia. Miała ona córkę o imieniu Pati. Pati miała uszyte własnoręcznie postacie z gry. ,,Wilczyca" i dziewczynka cały czas spali z maskotami. Kiedy Pati urosła wyrzuciła zabawki, Amera bardzo je kochała i wyruszyła na poszukiwania. Niestety znalazła tylko jedną o imieniu Mangle, była to biało-różowa lisica. Później nastąpiło trzęsienie ziemi, na szczęście pamięć o jej nieprawdziwych przyjaciołach nie została uszkodzona w porównaniu do jej maskotki. Amera zrozumiała, że utraciła swoją jedyną przyjaciółkę, dla tego sama przybrała jej imię. Potem znalazła się tu, w tej watasze. I już nigdy nie zamieniła się spowrotem w człowieka. Jej charakter jest dość ciekawy, bo na co dzień jest miłą i nie groźną osóbką, ale gdy powie jej się, że jej przyjaciele tak na prawdę nie istnieją lub będziesz ich obrażał. Spróbuje cię zabić, a gdy nie uda jej się za pierwszym razem przyjdzie do ciebie w nocy i cię udusi. Amera też stawia na swoim i zawsze broni swoich przyjaciół tych wymyślonych i tych prawdziwych. Nie łatwo jest zaprzyjaźnić się z tą waderą, ponieważ uważa,że ktoś nowy może zaszkodzić jej przyjaciołom. Więc pod sumując Amera jest: miła, cicha, nie groźna, pomocna, ale gdy się wkurzy jest: nieprzewidywalna, stanowcza i podejrzliwa.
Żywioł: Ciało
Moce:
-Widzenie rzeczy lub stworzeń nie wiedzialnych (w tym duchy) lub nie istniejących
-Zamiana w coś lub kogoś innego
-Władza nad ciałem innych
Umiejętności: Szybko biega, wysoko skacze
Rodzina: Nie pamięta swojej prawdziwej rodziny. Przybrana matka: Julia
Przybrana siostra: Pati
Zakochana w: Na razie nikim
Partner: Brak.
Ex: -
Potomstwo: Może kiedyś.
Aparycja:
WILK: Jest to biało-czarna wadera. Ma dwu kolorowe oczy. Jej nos i poduszki łap są czarne.
CZŁOWIEK: Jest to niska, szczupła blondynka z dużymi, niebieskimi oczami.
Historia: Jest podana razem z charakterem
Ciekawostki:
-Ma uczulenie na gorzką czekolade.
-Lubi wszystkie pastelowe kolory.
-Uwarza, że Foxi to jej chłopak.
Towarzysz:-
KW: 100
Ludzkie zdjęcie: 1
Sterujący: karolinalps222 -howrse
Virginie
Pseudonim: Woli gdy zwraca się do niej pełnym imieniem, nie ma do siebie dystansu.
Człowiek: Skylar Marshall
Wiek: Przeżyła cztery zimy.
Płeć: Wadera, chyba.
Głos: Beth Crowley
Stanowisko: Obrońca, w wolnej chwili prowadzi także kronikę z życia watahy.
Charakter: To osoba biorąca życie bardzo lekko. Nie da się niczym zdenerwować, nic nie ma dla niej znaczenia. W życiu codziennym rzadko wykazuje jakieś uczucia, bywa oziębła i szorstka lub wręcz przeciwnie tolerancyjna i uczynna. Nie pragnie wpływać na decyzje otoczenia, jest bierna i lubi, gdy ktoś działa za nią. Jedyną rzeczą, na którą zwraca uwagę, jest zaspokojenie własnych potrzeb. Zależy jej też na wygodzie i zapewnieniu sobie pełnego przyjemności życia. Do wszystkich zadań podchodzi z wrodzoną cierpliwością i wytrwałością. Swoje refleksje przedstawia jasno i treściwie, charakteryzuje ją powaga i obiektywność. Ma poczucie humoru, ale bywa zamknięta w sobie i często otoczenie nie dostrzega jej zalet, w tym wysokiej inteligencji. Jest szczera i bezpośrednia, zwraca uwagę na punktualność i dokładne wykonywanie obowiązków. Lubi porządek i jasno określone reguły.
Żywioł: Umysł, Cień, Dusza
Moce: Spodziewać się można, iż są to moce związane z jej żywiołami. Nie szczególnie panuję nad nowymi mocami, nie mając po prostu do tego dobrego nastawienia psychicznego. Zwykle jak jej coś nie wychodzi, nie ciągnie tego dalej.
Umiejętności: Silna i dobrze usposobiona, nie brakuję jej wytrwałości i odwagi. Dzięki jej wyrazistemu węchowi potrafi znaleźć zdobycz szybciej, niż przeciętny wilk. Następnym polem do popisu są jej długie łapy, dzięki którym porusza się z dużą prędkością. Z racji, że panuję nad umysłem ma bardzo dobrą pamięć którą sobie beztrosko włada. Wszystko trzyma w sekrecie, aby wykorzystać wszystko w swojej obronie, czy wrogowi. Nie grzeszy także doskonałym słuchem, z zalety potrafi wyciągnąć istotne fakty.
Rodzina:
Jak się domyślacie, posiada swoją rodzicielkę, Rosie. Cicha, skryta w sobie wadera. Nigdy nie potrafiła stać w obronie Virginie, słuchała głosu rozwścieczonego ojca.
Z tym panem nie wiążę ją nic, poza mieszkaniem przez jakiś czas w jaskini. Ojcem jej przypisanym jest Castiel.
Posiada jedną siostrę i dwóch braci. Bardziej otwarta do społeczeństwa siostra Mickey oraz dwójka głupkowatych i mało bystrych braci, Ethan i Onyx.
Zakochana w: I'm alone. I'm happy.
Partner: Brak. Nie szuka.
Ex: W jej krótkim życiu miała okazję poczuć smak miłości, jednakże na tym się zakończyło próbowanie nowych rzeczy. Wybranek zwał się Ivan, z którym nie utrzymuje kontaktu.
Potomstwo: Brak.
Aparycja: Brązowej karnacji z domieszkami śnieżnej bieli w uszach, na bokach głowy i na brzuchu. Poza tym równie białe posiada dwie kropki nad oczami imitujące brwi, którymi lubi władać. Nie zapominając o podsiwiałym pyszczku.
Stojące uszy, lekko zaokrąglone na końcówkach. Zielone, drobne oczy. Długie mocne łapy, i te przednie i te przednie. Silne, mało możliwe, że do złamania pazury. Średniej wielkości opadający puszysty ogon.
Historia: Pochodzi z północy, z Norwegii. Z rodziną nie wiążę zbyt przyjaznych wspomnień, gdyż została przez nich wydziedziczona z rodu. Wszystko dlatego, gdyż uznali ją za najsłabszą, a cudownie radziła sobie na polowaniach czy czymkolwiek.
Ciekawostki: Jej życie nie opiera się na ciekawych chwilach. Kończy się dzień, zamyka rozdział i rozpoczyna kolejny.
Towarzysz: Cruz
KW: 100
Inne zdjęcia: 1
Ludzkie zdjęcie: 1
Sterujący: Retrica - hw | KKenny - dg
Subskrybuj:
Posty (Atom)