niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Virginie

Niepewnie otworzyłam prawe oko, które sklejone żółtawą mazią nie pozwalało mi, ani na spojrzenie w bok, ani tym bardziej, na zapoznanie się z własnym sanktuarium. Z początku dnia jedyne co zdążyłam zrobić, to zjeść mało wartościowe śniadanie.
Chłodny powiew wiatru łaskotał mnie mnie po pysku. Wysoka trawa ocierała się o moje łapy, szelest wyschniętej roślinności roznosił się echem po terenach sfory. Szłam. Gdzie? Sama nie miałam zamierzonego celu, przed siebie. Ominęłam się o Lodowy Wąwóz, na którym pozostałam na dłuższą chwilę. Przejrzałam wzrokiem to i owo, aż w pewnym momencie usłyszałam cichy szelest, na którego dźwięk od razu się najeżyłam.
- Co się tak boisz? - nieznana postać dosłownie syczała jak jadowity wąż, co wzbudziło moje podejrzenia.
Nie odpowiadając na zadane pytanie gwałtownie zaczęłam kręcić się w okół własnej oczy z czujnym wzrokiem i węchem. Nie byłam w stanie wychwycić żywej duszy, gdyż bodajże wilk biegał gdzie sie dało aby mnie sprowokować. Zaczęło kręcić mi się w głowie, co spowodowało upadkiem.

Jakiś samiec? Najlepiej w podobnym wieku Vir.

Od Sunrise C.D. Azzer

Weszliśmy do środka jaskini. Była ozdobiona różnymi diamentami, rubinami i szafirami, których nawet wyrwać nie mógł Kazan. Trzeba było odpowiedniej do tego osoby. Spojrzałam przed siebie. Stała tam uśmiechnięta Kiiyuko.
- Hej, Yuko. - uśmiechnęłam się na powitanie.
- Cześć, Sun. - odwzajemniła uśmiech i podeszła do mnie. - Przyprowadziłaś gościa?
- Tak, to jest pan Azzer. Panie Azzer, to jest Kiiyuko, nasza szamanka. - przedstawiłam ich sobie.
- Bardzo mi miło. - ukłonił się Azzer. Wilczyca zrobiła to samo.
- Od dziś będziecie współpracować. - zadałam. - Kiiyuko, szanuj pana Azzera, ponieważ możesz się od niego wiele dowiedzieć i nauczyć. - dodałam. - Jest doświadczonym szamanem.
- Bardzo się cieszę, że już nie będę sama. - powiedziała i spojrzała to raz na mnie, to raz na Azzera.
- To wy sobie porozmawiajcie, a ja wezmę te mikstury, które miałaś mi dać. - rzuciłam, wyminęłam Kiiyuko i zaczęłam zbierać miksturki z medycznej półki, które często aplikowałam pacjentom. Wadera czasem je robiła, gdyż jak miałam za dużo pracy to po prostu poprosiłam ją o pomoc.

Od Azzera CD Sunrise

- Azzer. - znów delikatnie schyliłem łeb - Nie widziałem Kiiyuko w jaskini. Być może już przyszła, aczkolwiek to nie jest pewne.
- Sprawdźmy. - rzekła żwawo wadera. Skinąłem głową na „tak”, jakbym chciał powiedzieć „dobrze”. Do jaskini nie było wcale daleko.
- Czy wiesz, że rzeczka płynąca obok jaskini Szamanów, jest Wodą Źródlanego Oddechu, ma właściwości lecznicze i nie tylko? - zagadałem.
- Taaak, coś o tym słyszałam, ale nie byłam dokońca pewna, czy to prawda. - odparła. Dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Po chwili przyleciał do mnie Orrit.
- Witaj, przyjacielu. - rzekłem unosząc łeb do góry, gdyż Orrit wirował w powietrzu.
- A kto to? - zapytała Sunrise.
- Orrit. Mój stary przyjaciel.
Orrit utworzył z siebie rękę i podał ją Sunrise. Uścisk dłoni zapięczętował ich znajomość. Po chwili widać było rzeczkę, tą samą, co płynie obok jaskini. Zaraz po tym więcej roślinności. To oznaczało, iż niedaleko jaskinia. Chwilę po tym już byliśmy przed mamą Szamanów, którą śmiało można nazwać ich domem.
<Sunrise?>

Promocja dla szamanów

Jako że szaman większości z nas kojarzy się z starym i mądrym wilkiem. Zgodnie z tym mniemaniem postanowiłam dodać specjalną promocję dla szamanów. Trwać ona będzie jedynie przez dwa dni do końca dnia dzisiejszego i jutro. No więc przez te 2 dni szamani będą mieli prawo do darmowej nieśmiertelności. Jako szamani mogą też dołączać starsi niż 30 lat. Jeśli szamani chcą być wzięci pod uwagę podczas promocji proszę podpisać się w komentarzu. 

Kazan

Od Amery

Właśnie skończyłam dekorować swoją jaskinię.
-I co o tym myślicie? -zapytałam.
-Jest na prawdę piękna. -odpowiedziała Chicka.
-Eee... no wiesz.... -zaczą Freddy.
-Jaskinia jak jaskinia. -dokończył za niego Springtrap.
-Dzięki Chicka . Wal się Springi, sam byś lepiej je nie udekorował. -powiedziałam.
Nagle usłyszałam szelest w krzakach.
-Schowajcie się. -powiedziałam.
Podeszłam bliżej, a z nich wyszedł jakiś basior.
-Przepraszam, że spytam, ale dobrze się czujesz? -zapytał nieznajomy.
-Tak. -odpowiedziałam.
-Czemu gadałaś sama do siebie?
-Nie gadałam sama do siebie, tylko do moich przyjaciół. A tak w ogóle, to kim ty jesteś? Co!?

Nieznany basiorze? (Kto chętny do odpisu?)

sobota, 20 sierpnia 2016

Od Nymerii C.D. Makoto

Śmiech, gwałtownie przerywający spokój, doprowadził do tego, iż potknęłam się o Igłę i z głośnym jękiem, upadłam na ziemię. Nasiąknięta wodą gleba, od razu przyległa do mojej sierści, sprawiając, iż jej barwa, z jasnego brązu, zmieniła się w błotnisty. Mimo tych przeciwności, kwicząc z bólu, podniosłam się. Chwyciłam głowicę miecza i, pomagając sobie nim, powolnym krokiem ruszyłam w stronę, z której dobiegał dźwięk. Dotarcie tam okazało się jeszcze trudniejsze. Ziemia, jak na złość, stała się błotem. Broń także nie była pomocna, wbity sztych co rusz przesuwał się do przodu, stając się bezużytecznym. Będąc już wystarczająco brudną, usiadłam w możliwie najsuchszym miejscu i szybko, jak na osobę ranną, zmieniłam formę. Brudnymi palcami dotknęłam płazu Igły, ścierając z niego błoto. Ścisnęłam krawędź materiału koszuli i przetarłam nią ubłocony sztych. W przeciwieństwie do reszty ostrza, nie był tak czysty, a jedynie zmącony czystością i brudem. Nadal dzierżąc Igłę, podniosłam się, tym razem sprawniej, i kontynuowałam swą podróż do źródła dźwięku.
Na miejsce udało mi się dotrzeć, upadając tylko pięć razy, dlatego też tylko kolana i dłonie miałam brudne, ale z tym także się uporałam - dłonie wytarłam o utwardzaną skórę, gdy brud zaschnie - po prostu zdrapię go z mojej zbroi.
Po dotarciu do malutkiej polany, przez chwilę ukrywałam się w zaroślach, by móc nakreślić panującą tam sytuację. Na ziemi leżał rosły mężczyzna, z przeciętym brzuchem i jelitami na zewnątrz, zapewne nie przeciętymi, gdyż w powietrzu dało się wyczuć jedynie woń trupa, którym zajęły się czarne ptaki - kruki. Nad poległym, stał drugi mężczyzna, słabiej zbudowany, dzierżący dwuręczny miecz, którego głownię pokrywała krzepnąca krew, mieszająca się z spływającą ze sztychu. Odwrócony wojownik machnął kilka razy swym orężem, przecinając powietrze. Znowu zaśmiał się. Zacisnęłam dłoń na rękojeści Igły i, starając się nie kuleć, wyszłam z zarośli. Milcząc, stawiając ciche kroki, które dodatkowo tłumił mech, podeszłam do zabójcy.
- Brak ci honoru. - powiedziałam, starając się brzmieć dumnie i stanowczo. Mężczyzna odskoczył, jak gdyby pożerały go języki płomieni, odwracając się.
Kudłacz. Jak mogłeś to zrobić?
Oczy mężczyzny przypominały szkarłatny blask płomieni, które trawiły budowle Winterfell. Jego twarz wyrażała pogardę, na ustach błąkał się dziwny uśmiech. Zaśmiał się, a jego głos ociekał wzgardą.
- Brak ci honoru. - powtórzyłam, obracając w dłoni miecz. W otwartej walce nie miałam szans, musiałabym odpierać ciosy i ich unikać, a szansy na kontratak nie zyskałabym szybko.

<Makoto?>

Od Kazana Cd Rosa

Uśmiechnąłem się do wadery.
- Niby mam jednak nic ważnego.- Powiedziałem. Wadera znów obdarzyła mnie uśmiechem.
- Będą źli że nie wypełniasz obowiązków Alphy.- Powiedziała.
- Zależy kto. Xorax na pewno a reszta raczej nie.
- Czemu tylko on?
- Bo on to za mnie zrobi.- Powiedziałem śmiejąc się.
<Rosa?>